W tym tekście chciałbym zwrócić uwagę dosyć sporego grona graczy, i nie tylko tych, którzy grają w wyżej wymienioną grę, ale też tych, dla których gra sprawia niewspółmierną do niczego przyjemność. Jest to dla nich ważne i impreza WCG daje tyle radości, ile Mistrzostwa Świata w piłce nożnej.
Gra w sama w sobie jest znakomita. Tuż przed premierą zbierała wysokie noty za realizm, grafikę, klimat i świetne wykorzystanie silnika Havok. Był to pewien ukłon w stronę zapaleńców w temacie II Wojny Światowej. Pomijając genialne Call of Duty, praktycznie nie było lepszych gier opisujących ten straszliwy okres w dziejach ludzkości, a w RTS’ach od kilku dobrych lat rządził tylko Blitzkrieg oraz Codename Panzers, ale jak wiemy, po ukazaniu się tego produktu, system ocen gier tego typu diametralnie się zmienił. Company of Heroes wniosło powiew świeżości w trochę liniowym już rynku strategicznych gier rzeczywistych. W szybkości i dynamice rozgrywki dobiegać, ale to i tak ze sporą zadyszką, mógł tylko Warhammer 40k: Dawn of War, który był grą z tego samego studia- Relic Entertainment. CoH wyróżnia między innymi innowacyjne AI żołnierzy oraz przeciwników- nie są to już głupie kupy pikseli, wołające w trakcie ostrzału: „Musimy się schować!” i dostające po tyłku, aż przykro patrzeć, tylko szukające najbliższej osłony lub rzucające się na ziemię i chroniące głowy myślące pionki na polu bitwy. Wreszcie jakieś ułatwienie dla gracza, a powiedzmy sobie szczerze, że w trakcie rozgrywania meczu WCG ważna jest koncentracja i ustalanie strategii, a nie latanie po mapie myszką i cofanie jednostek w razie nieprzewidzianego ataku.
Co więcej, gra jest bardzo popularna, może nie tak jak Counter Strike czy Warcraft III, ale w przeciwieństwie do tych gier wymaga pewnej umiejętności jasnego myślenia w sytuacji stresowej, jak np: atak wrogich jednostek na bazę, i umiejętności przewidzenia ruchów wroga, co znacząco wyklucza ilość „fartownie” wygranych potyczek do kilku, czy kilkunastu procent, także miano Mistrza Świata w CoH daje szersze pole do popisu- miło jest znać kogoś, kto ma niemal nieomylny umysł stratega i niebywałą inteligencję, nie tylko refleks, jak to jest w przypadku Counter Strike’a.
Sporo się rozpisałem o zaletach Company of Heroes, ale trzeba coś wspomnieć o jego największych konkurentach, Supreme Commanderze i World in Conflict. SC jest grą bardziej strategiczną i nastawia się bardziej na dobrym rozmieszczeniu jednostek i ich wykorzystaniu, a WiC jest produktem bardziej dynamicznym. Kompania Braci umiejscowiła się bardziej pośrodku. Rozgrywka jest dynamiczna, pełna akcji i wielu nieprzemyślanych lub źle podjętych decyzji, które od razu obracają się przeciw nam, ale jest też trochę czasu na uruchomienie predyspozycji strategicznych, czasami dobre umieszczenie zwykłych saperów możne mieć większą wagę niż oddział doborowych i elitarnych jednostek. Dobra obrona bazy zapewni szybszą ofensywę i zapewni uniknięcie wyniszczającej i męczącej walki pozycyjnej o zasoby w grze.
Tak więc, mamy przed sobą obraz kolejnej pozycji, która może zmienić świat elektronicznej rozrywki na lepsze, trzeba tylko dać jej szansę. Szansę, która została kiedyś dana innym grom turniejowym i dzięki temu są one jeszcze lepsze i jeszcze przyjemniej spędza się przy nich czas, ponieważ są doskonalone od serca dla serca. Od gracza dla graczy.