Kompania Braci – recenzja

·
0

 

Producent: Relic Entertainment
Dystrybutor: THQ Inc.
Polski dystrybutor: CD Project
Gatunek: RTS
Wersja językowa: Polska kinowa
Cena: 59,90 zł (Platynowa kolekcja)
Zalecane wymagania sprzętowe: Pentium 4 3 GHz, 1 GB RAM, karta grafiki 256MB (GeForce 6600 lub lepsza), 6.5 GB HDD, Windows XP.

 

 

Piasek, krew, serie z karabinów maszynowych, alianccy żołnierze szturmujący plażę, krzyki, miny, wybuchy, jeszcze raz krzyki, a na końcu śmierć. Tymi prostymi zwrotami można opisać pierwszą misję w Company of Heroes – lądowanie na normandzkiej plaży Omaha. Mimo, iż aliancki szturm na wybrzeże został przedstawiony już w kilku filmach i grach komputerowych, to w tej produkcji także miał swój niepowtarzalny urok i klimat. W końcu to od tego wydarzenia rozpoczął się marsz wyzwoleńczych wojsk sprzymierzonych w głąb francuskich ziemi. Marsz wojsk, a wraz z nimi Kompanii Able.

Skąd to się wzięło?

 

To właśnie o kompanię Able chodzi w polskim podtytule nadanym tej produkcji, który brzmi „Kompania Braci”. Jest tak dlatego, gdyż to żołnierzami z tej formacji wojskowej przyjdzie nam dowodzić podczas wykonywania większości zadań. Company of Heroes została wydana pod koniec 2006 roku przez THQ, które współpracuje z Relic Entertainment – studiem odpowiadającym za stworzenie tej świetnej gry. Jak zapewne większość graczy chociaż trochę obytych w gatunku strategii wie, stajnia Relic zasłynęła już na rynku kilkoma znakomitymi produkcjami. Na początku był Homeworld, czyli prawie perfekcyjna gra, przedstawiająca walki w otchłani kosmosu z punktu widzenia dowódcy floty. Następnie nadszedł doskonały RTS w świecie Warhammera 40k, a kilka lat później przyszedł czas na front drugiej wojny światowej. Takim oto sposobem powstała Kompania Braci, a studio Relic już wtedy zostało okrzyknięte mistrzami strategii.

Company of Heroes zaraz po ukazaniu się na rynku zawładnęła całym RTS’owym światkiem. Gra ta stanowiła doskonałe przeniesienie pomysłów z Warhammer 40k: Dawn of War w realia drugiej wojny światowej. Do tej mieszanki zostało dodane jeszcze kilka innych smaczków i bardzo ciekawych opcji, w wyniku czego gracze na całym globie otrzymali coś wyjątkowego – strategię doskonałą.

 

RTS tu, RTS tam…

 Jak w każdej szanującej się strategii czasu rzeczywistego, tak i tu rozgrywka nie mogłaby się toczyć bez jako takich surowców. W Company of Heroes uświadczymy ich aż trzy. Są to: Zasoby ludzkie, Amunicja i Paliwo. Pierwszy z wymienionych jest podstawowym budulcem naszej bazy i armii. Tak więc wydając punkty Zasobów ludzkich możemy szkolić nowe oddziały podkomendnych, uzupełniać w nich straty, a także stawiać podstawowe budynki i umocnienia. Drugim ze składników potrzebnych do rozwoju i walki jest niewątpliwie Amunicja. Ta mała rzecz okazuje się na froncie nadzwyczaj przydatna. Za jej pomocą możemy wyposażać większość naszych jednostek w ulepszenia i używać specjalnych zdolności wojaków. Amunicja przydaje się także do stawiania na mapie pola minowego, a także do budowania niektórych potrzebnych w sztabie budynków. Ostatnim z surowców, niewątpliwie najtrudniejszym do zdobycia, jest paliwo. Tego brakuje zawsze i wszędzie. Za jego pomocą jesteśmy w stanie wezwać na pole walki ciężkie argumenty w postaci czołgów i innych pancernych monstrów. Te trzy wyżej wymienione surowce są podstawą do zbudowania porządnej bazy i wyszkolenia nie mniej dobrego wojska. Otrzymywanie ich jest doskonale zbalansowane, dzięki czemu nigdy nie mamy ich w nadmiarze, lecz często także któregoś z nich brakuje. A jak się otrzymuje te magiczne składniki? Pole walki każdej z danych nam do wykonania misji podzielone jest na poszczególne sektory. W obrębie każdego z sektorów znajduje się flaga. Strony konfliktu walczą o zapanowanie nad powiewającymi na wietrze kawałkami materiału, gdyż ten, w kogo posiadaniu znajduje się flaga, zgarnia całe surowce przypisane do danego kawałka ziemi. Walka toczy się więc o każdy teren, ponieważ wszystkie punkty surowcowe się liczą. Do sektorów przypisane są różne ilości pozyskiwanych zeń materiałów budulcowych naszego sztabu. Jedno wzgórze może więc generować małą liczbę amunicji, inna nizinka znów więcej paliwa. Zasoby ludzkie podnoszą się automatycznie, lecz każdy zdobyty sektor zwiększa generowaną ich liczbę. Wszystko jest z góry ustalone i zbalansowane, dzięki czemu walczący nie powinni stać się na samym początku gry hegemonami wojny. Nieustanna walka o składniki, dzięki którym to będzie można dalej walczyć i pokonać wroga – to jest właśnie takie pasjonujące w Kompanii Braci.

 

Sztab to podstawa!

 

Skoro już wiemy, jak pozyskać niezbędne do życia surowce, to teraz czas przejść do aspektu, który zowie się budowaniem bazy. Jest to bardzo istotny element gry w Company of Heroes, gdyż bez kawałka ziemi dla siebie, na którym to będziemy mogli stawiać zasieki, baraki i co tam jeszcze dusza zapragnie, się zwyczajnie nie obejdzie. W większości misji zaczynamy z budynkiem sztabu, w którym można szkolić oddziały inżynierskie. Te właśnie oddziały zajmują się stawianiem dodatkowych umocnień, stanowisk ciężkich karabinów maszynowych, a także wznoszeniem wszelakich budynków. Oczywiście początkowy sztab natychmiast trzeba opasać drutem i workami z piaskiem, gdyż ataki wroga mogą nadejść w każdej chwili. Jednak po kilku bombardowaniach naszej bazy i tak zostanie tam więcej lejów po pociskach niż budynków. Opcji pozwalających budować umocnienia nie ma zbyt wiele, lecz te, które mamy do dyspozycji, w zupełności wystarczają, by się obronić. Mówi się jednak, iż najlepszą obroną jest atak, wiec bez koszarów i fabryk ciężkiego osprzętu się nie obejdzie. W tym aspekcie twórcy bardzo się popisali, ponieważ dali nam do dyspozycji sporą ilość budynków. Mamy tutaj zwykłe baraki, budynki wsparcia, polowe fabryki czołgów, lazaret, składy surowców i wiele więcej. W budowlach tych można dokonać różnych rzeczy. A to wyszkolić oddziały piechoty, zmniejszyć ceny niektórych jednostek, podreperować straty czy nareszcie wysłać do walki czołgi.

 

Bez jednostek w końcu niczego nie zwojujemy. W tym aspekcie twórcy naprawdę się popisali, ponieważ w Company of Heroes mamy dostęp do bardzo dużej ilości sprzętu, jakim posługiwali się alianci podczas inwazji. Poczynając od oddziałów zwykłych piechocińców, poprzez wszelakiej maści działa przeciwpancerne, haubice 105 mm, niszczyciele czołgów i w końcu na samych czołgach kończąc. Tak więc możemy szkolić podstawowe oddziały szturmowe, żołnierzy wyposażonych w ciężkie karabiny maszynowe, moździerze czy karabiny snajperskie. Te ostatnie to niezwykle groźna broń, a w połączeniu z niezwykłymi umiejętnościami snajperskiego kamuflażu daje naprawdę śmiercionośny efekt. Idąc dalej możemy natrafić na ciężkie działa przeciwpancerne, stalowe mamuty zwane też niszczycielami czołgów oraz ziejące ogniem Shermany. Kiedy wpuścimy to wszystko na front, możemy spodziewać się niezwykłego widowiska, ale należy również pamiętać, że kto nie walczy, ten nie awansuje.

Trening czyni mistrza

 

W Company of Heroes, tak jak we większości nowszych RTSów, jednostki, które prowadzimy do boju, mogą zdobywać doświadczenie. Tutaj jednak nie tylko są to jednostki, lecz także gracz, który jako dowódca kompanii otrzymuje punkty doświadczenia. Jednak, jeśli w przypadku oddziałów zostaje zmieniona wyłącznie odporność na uszkodzenia, skuteczność w walce czy szybkość poruszania się snajpera podczas kamuflażu, to mówiąc o doświadczeniu dowódcy sprawa nabiera zupełnie innego wymiaru. Podczas rozgrywki za niszczenie wrogich jednostek na konto gracza wpadają małe punkciki doświadczenia, które po zebraniu ich odpowiedniej ilości zamieniają się w jeden duży punkt doświadczenia. Te właśnie można sobie zbierać i wydawać. A na co? Już tłumaczę. W większości potyczek, czy to internetowych, czy zadań w kampanii, gracz wybiera jeden z trzech kierunków, w którym chciałby się rozwijać. Dostępne tutaj są kompanie powietrzno-desantowe, kolumny piechoty, a także pancerne. Po dokonaniu wyboru specjalizacji wystarczy zbierać doświadczenie i kupować dostępne nam dodatkowe możliwości. Mogą to być na przykład zrzuty spadochronowe, bombardowania lub dodatkowe czołgi sprowadzane na pole bitwy. Wszystko wedle uznania i życzeń gracza. Należy jednak pamiętać, iż potrzebne nam punkty piechotą nie chadzają i trzeba dobrze zapracować na otrzymanie satysfakcjonującej ich ilości.

Bo razem lepiej

Fani strategii spod loga Relic Entertainment na pewno nie mogli nigdy narzekać na słaby system rozgrywek sieciowych w ich grach. Tutaj twórcy oczywiście także nie zawiedli i dali do dyspozycji graczom prawie że doskonały multiplayer. Kampania dla jednego gracza jest bardzo dobra, klimatyczna i widowiskowa, ale stanowi ona jedynie większy trening i samouczek przed prawdziwymi bitwami toczącymi się w sieci. W rozgrywce dla wielu graczy możliwe jest nawet ustawienie siebie po drugiej stronie barykady i pokierowanie wojskami III Rzeszy niemieckiej. Jedną z rzeczy, która od razu przykuła moją uwagę jest to, iż dwie strony konfliktu, którymi można zagrać, różnią się od siebie w znacznym stopniu. Germańska baza nie stanowi kopii alianckiego sztabu w nowej otoczce graficznej, ale nie dość, iż – co normalne – wygląda inaczej, to większość budynków posiada lekko inne zastosowanie, a niektórych w ogóle nie ma. W końcu to dwa odmienne, walczące ze sobą państwa. Oczywiście dane nam do dyspozycji jednostki także są zupełnie inne, tak więc tylko w potyczkach internetowych mamy możliwość wprowadzenia na pole bitwy legendarnego czołgu Tygrys. Multiplayer jest tak skonstruowany, że w jednym spotkaniu może brać udział nawet do ośmiu graczy na raz. Oczywiście czwórka z nich będzie po jednej stronie konfliktu, druga połowa natomiast odwrotnie. Niektóre bitwy toczące się w sieci potrafią być tak zawzięte i równe, że mogą trwać nawet po kilka godzin, więc nie można powiedzieć, iż tryb gry dla wielu graczy powiewa nudą i jest źle wykonany. Programiści z Relic znów postarali się i dali graczom to, na co najbardziej czekali – wręcz idealny tryb rozgrywek sieciowych.

…krew, krzyk, wybuch…

Kompania Braci od podstaw została stworzona na znakomitym, jak na rok 2006, silniku Essence. Jest on przystosowany do generowania pola bitwy z lotu ptaka, tak jak w większości gier strategicznych. Dwa lata temu, kiedy produkcja ta dopiero wychodziła na światło dzienne, wykorzystywała wszystkie możliwości ówczesnych kart graficznych. Mimo, iż od premiery gry minęło już sporo czasu, ta nie odbiega znacznie wyglądem od dzisiejszych produkcji tego typu, a niektóre nawet wyprzedza swym zaawansowaniem technologicznym. Można tutaj znaleźć wszystko. Poczynając od HDR, przez shadery, dynamiczne oświetlenie i cienie, a kończąc na cząsteczkowym dymie i fizyce obiektów opartej na znanym silniku Havoc. Wszystko wygląda tutaj doskonale. Połyskująca w rzece woda, odbicia znajdujące się na jej powierzchni oraz delikatne, tworzące się tam fale, leje powstające na ziemi po zderzeniu się z nią pocisków czy bomb, ślady czołgowych gąsienic odciśnięte na glebie. Grafika w tym produkcie nadal wygląda świetnie i olśniewająco. Zupełnie tak, jak większość obiektów po włączeniu shaderów i HDR. Nie może się jednak obejść bez zastrzeżeń. A te mam właściwie tylko do fizyki. Z tym aspektem w grze często przytrafiały się mniejsze lub odrobinę większe problemy. Większość obiektów w grze jest dobrze wyważona, dzięki silnikowi Havoc realistycznie wzbija się w powietrze, a także upada, lecz miejscami przytrafiają się bardziej widoczne dla oka błędy. Na ten przykład kawałek gruzu, na który najechał jeden z czołgów tak wzbił się w powietrze, iż wystrzelił chyba prosto do kosmosu, gdyż nie było mi dane ujrzeć gdzie upadł. Idąc dalej tym tropem możemy natrafić na wrogów całkowicie odpornych na działanie jakichkolwiek granatów, a także spotkać innych, takich o wadze słomianej kukły, więc po wybuchu także wzbijają się w kosmos. Problemy dotyczące fizyki nie rzucają się jednak straszliwie w oczy i nie są tak znaczące, aby tracić przez nie przyjemność płynącą z gry.

Jeśli chodzi o wszelakie efekty dźwiękowe w Kompanii Braci, to należy im poświęcić nieco więcej miejsca, a nawet cały akapit. Wszystkie odgłosy, jakie da się posłyszeć z gry brzmią doskonale i realistycznie, tak jakby wydarzenia przedstawione po drugiej stronie monitora działy się dokładnie niedaleko gracza. Czy w danym momencie słychać wybuch granatu, krzyki czy wystrzały z karabinów maszynowych, to muszę powiedzieć, iż brzmi to cudownie. Ludzie odpowiadający za dźwięk w tej produkcji musieli się nieźle napracować, aby stworzyć tak oszałamiające dzieło. Widać, iż za nagrywanie efektów wzięli się specjaliści i fachowcy. Dialogi między wojakami także są nad wyraz klimatyczne, nieważne czy rozmawiają oni na przerywnikach między misjami czy nawet podczas samych misji, ponieważ wszystko brzmi realistycznie. Autorzy oczywiście nie omieszkali użyć w grze soczystych słów, gdyż rzucania mięsem także jest tutaj dosyć sporo. W końcu taka jest wojna, a odgłosy, jakie wydaje zostały odwzorowane z wielką dokładnością, dbałością o szczegóły i klimatem. W Company of Heroes wszystko brzmi doskonale.

Najwyższy czas stanąć do walki

Pomimo tego, że produkcja ta weszła na rynek pod koniec 2006 roku, to nadal cieszy się wielkim poszanowaniem na arenie strategii, ma oddane grono fanów, a także nieustające potyczki rozgrywane w sieci. Ludzie ze studia Relic dotrzymali wszystkich obietnic, do jakich się zobowiązali i dlatego Company of Heroes: Kompania Braci jest jaka jest – doskonała. Nawet teraz, w dwa lata po premierze, można nabyć ją w stosunkowo niskiej i atrakcyjnej cenie. Nie pozostaje więc nic innego, jak po raz kolejny rozpocząć inwazję na Normandię.

 

Plusy:

+ Wciąga
+ Klimat
+ Nadal grafika
+ Dźwięk!
+ Multiplayer

 

 Minusy:

- Tylko jedna kampania
- Problemy z fizyką


Video:
8
Audio:
9
Grywalność:
9

 

Ocena: 9

Dodaj komentarz